Erotyczna historia ze smutnym zakończeniem

Marianna była piękną kobietą. Miała klasę, wdzięk, urodę i jeszcze coś, co wyróżniało ją z tłumu. Może jestem nieobiektywna, ale zawsze byłam z niej dumna. Nawet nie wiem, po kim moja córka odziedziczyła wyjątkową urodę i styl bycia. Zawsze wydawało mi się, że ludziom pięknym żyje się łatwiej, że są szczęśliwi, że mają wszystko. Jak bardzo się myliłam. Uroda okazała się dla mojej córki przekleństwem. Dlatego śmieszy mnie ten współczesny pęd do bycia idealną. Wiem, że to nie daje szczęścia, a może przynieść smutek i cierpienie.
Marianna początkowo nie wykorzystywała swojej urody. Ba, chyba jako młoda dziewczyna nie była jej świadoma. Zamknięta w swoim świecie, spokojna, zaczytana, niezwykle wrażliwa. Byłam z niej dumna. Piękna, mądra, dobra. Wierzyłam, że czeka ją niezwykła przyszłość, że osiągnie w życiu więcej niż ja. Chłopców początkowo trzymała na dystans, nie pozwalała nikomu zbliżyć się do siebie. Była dość nieufna, choć adoratorów zawsze miała pełno. Zachęcałam ją do tego, by poszła z kolegą do kina czy na kawę.
– Nic na siłę mamo, kiedy poznam tego jedynego, na pewno dowiesz się pierwsza – powtarzała wielokrotnie.
– Ależ piękna ta twoja Marianna – słyszałam z ust znajomych, sąsiadów.
Roberta poznała pod koniec studiów. Był starszy od niej o dwadzieścia lat i uwielbiał sex telefon z moją córką. Początkowo ukrywała tę znajomość, bo wiedziała, że nie zaakceptuję tego związku. Nie wierzyłam w szczere intencje mężczyzny, który mógłby być jej ojcem. Chciałam czegoś więcej dla swojej jedynaczki. Marianna jednak rozkwitała. Widziałam zmianę w jej zachowaniu, wyglądzie, sposobie bycia. Była jeszcze piękniejsza. Kiedy jednak wyznała prawdę o Robercie poczułam jakiś irracjonalny niepokój, ale ona studziła moje obawy.
– Mamo, w końcu czuję że żyję. Jestem zakochana i szczęśliwa. Robert jest prawdziwym, dojrzałym mężczyzną – wyznała pewnego dnia przy obiedzie.
Postanowiłam poznać mężczyznę, na którego punkcie oszalała moja córka.
– Zaproś go na kolację, ugotuję coś dobrego, nie możesz go ciągle ukrywać – zdecydowałam.
Bardzo chciałam, by moje obawy okazały się bezpodstawne. Matka jednak czuje, gdy jej dziecko znajduje się w niebezpieczeństwie. Wielokrotnie później zastanawiałam się czy mogłam temu wszystkiemu zapobiec? Może gdybym kategorycznie zabroniła Mariannie spotykać się z Robertem, ta historia skończyłaby się inaczej?
Niestety, Robert nie wywarł na mnie dobrego wrażenia. Był prawie moim równolatkiem, co budziło we mnie jakiś niesmak. Był bardzo pewny siebie i stanowczy. Naprawdę nie wiem, co moja córka widziała w tym mężczyźnie.
– Mamo, nie znasz go. On jest niezwykle opiekuńczy, szarmancki i bardzo kocha uprawiać ze mną seks przez telefon oraz baraszkować w łóżku – broniła ukochanego moja córka.
Czyżby brak ojca sprawiał, że Marianna szukała oparcia w ramionach mężczyzny tyle lat starszego? Analizowałam tę sytuację i nie wiedziałam, jak mogę pomóc mojej córce. Tyle, że ona wcale nie oczekiwała pomocy.
– Mamuś, wyjeżdżamy z Robertem do Włoch, chcemy spędzić cudowne wakacje – usłyszałam pewnego czerwcowego poranka.
Nie poznawałam mojej córki. Świat przestał dla niej istnieć. Magisterka odłożona na później, przyszła praca też przestała mieć znaczenie. Liczył się tylko on. Co Robert powie, kiedy przyjedzie, co będą robić? Straciła dla niego głowę.
Miesiąc po powrocie z wakacji podsłuchałam jej rozmowę telefoniczną. Była radosna, ściszonym głosem powtarzała przez telefon:
– Kochanie, mam dla ciebie niespodziankę, będziesz szczęśliwy. Ten wyjazd był niezwykle owocny.
Kiedy jednak wieczorem wróciła do domu, nie chciała ze mną rozmawiać, uciekła do swojego pokoju, tłumacząc się zmęczeniem. Pierwsze mdłości pojawiły się po paru tygodniach, a moja córka zmieniła się nie do poznania. – Jestem w ciąży – przyznała, choć domyślałam się tego już od dawna.
Nie musiałam nawet pytać, jak zareagował Robert na wieść o dziecku. Zachowanie Marianny wszystko mi powiedziało.
– On nie chce żadnego dziecka – dodała cicho.
Obiecałam pomoc, ale dla Marianny nie miało to żadnego znaczenia. Czuła się porzucona, niekochana. Miała być tylko piękną lalką, którą Robert mógł pochwalić się przed kolegami. Wykorzystał jej młodość i urodę. A moja córka cierpiała.
Ciążę przechodziła niezwykle ciężko. Pomagałam jej, jak tylko mogłam, ale zdawałam sobie sprawę, że to nie przywróci jej radości życia. Marzyłam, że może dziecko… Kiedy jednak urodził się Maciuś było jeszcze gorzej. Marianna płakała, bo nie potrafiła zapanować nad zachowaniem noworodka, czuła złość na chłopca, że zabrał jej Roberta. Jej stan się pogarszał. To ja zajmowałam się wnukiem i szukałam pomocy dla mojej córki. Było mi ciężko. Depresja wyniszczała Mariannę, mnie i pozbawiała Maciusia właściwej, matczynej miłości.
Postanowiłam udać się do Roberta i powiedzieć, w jakim stanie jest Marianna. Byłam u kresu sił i do głowy przychodziły mi różne rozwiązania. Nawet te najgorsze.
– To nie moja sprawa, szanowna pani. Nawet nie wiem, czy dziecko jest moje, byłem z nią ponieważ był między nami wspaniały sex telefoniczny i tylko tyle – usłyszałam z ust ojca Maćka.
Marianna przetrwała tylko dzięki mojej silnej woli, ogromnej miłości i czujności. Dwie próby samobójcze, pobyty w szpitalach psychiatrycznych, brak chęci do życia i wychowywania dziecka. Zastanawiam się, skąd miałam tyle siły? Czy każda matka ją ma? Moja córka jej nie miała. Maćka wychowałam praktycznie ja, bardzo go kocham, ale czasami zastanawiam się czy moja córka miałaby lepsze życie, gdyby go nie było? Wiem, że to okrutne.
Nadal nie mogę pogodzić się z tym, co spotkało moją piękną, wyjątkową córkę. Spotkała złego człowieka na swojej drodze, a on zniszczył w niej radość życia. Pozbawił woli walki, odarł z szacunku do samej siebie, zabił. Marianna przetrwała, ale jest wrakiem człowieka. Moja córka nadal nie chce żyć.

Inne atrakcyjne dziewczyny